Bycie razem, a zarazem oddzielnie, to potencjalna psychiczna przestrzeń na snucie myśli, a także możność doznania najczystszej formy słuchania – słuchania bez pamięci i pragnienia. To zdanie brzmi jak paradoks. Jak słuchać kogoś, o kim wiem już tak wiele, tak jakby dopiero pojawił się w drzwiach gabinetu?
Sesja, która nie ma historii
Jak pisze Wilfred R. Bion: „Każda sesja, w której uczestniczy analityk, nie może mieć historii ani przyszłości. To, co jest 'wiadome’ o pacjencie, nie ma już żadnego znaczenia: jest albo fałszywe, albo nieistotne. Jedynym ważnym punktem w każdej sesji jest to, co nieznane”.
„W każdej sesji zachodzi ewolucja. Z ciemności i bezkształtności coś się rozwija”.
Wilfred R. Bion, „Uwaga i interpretacja”
Sokrates w platońskim „Teajtecie” mówi o pomocy przy bolesnym rodzeniu myśli. Terapeuta jest w tym sensie akuszerem: nie wie, co się narodzi, ale wie, jak być obecnym, gdy to się dzieje. Ten podstawowy paradygmat uaktualnia się w intymności spotkania dwojga osób w kontakcie z cierpieniem, pomieszaniem i jednocześnie z aktem głębokiego zamyślenia.
Co to znaczy w praktyce
W praktyce oznacza to, że nie przychodzę na sesję z gotowym planem. Nie sprawdzam notatek tuż przed spotkaniem. Pozwalam, by to, co ważne, wyłoniło się z rozmowy, z ciszy, z tego, co Pacjent przynosi dzisiaj, a nie z tego, co przyniósł tydzień temu. Droga to piękna i trudna.
Źródła
Wilfred R. Bion, „Uwaga i interpretacja” · Platon, „Teajtet”
